Cudotwórcy

Goede Handen cudotwórcy
Goede Handen cudotwórcy

Dzisiaj odrobinę magicznie, przez chwilę ironicznie, a potem to już tylko naukowo. Ale nie do końca poważnie. (Wciąż mam na uwadze to, że na powagę umiera się powoli, a ja jednak chciałbym jeszcze trochę pożyć.) No dobra, do brzegu.

„Cudotwórcy”… Ludzie twierdzący, że postrzelają ci kręgosłupem, wygną cię w precel, posmarują tajemną maścią (zapewne mieszanka wazeliny z końskim łajnem) i po 15 minutach wyjdziesz od nich w stanie odmienionym. Odmłodzonym, ulepszonym, odchudzonym, bezstresowym – jednym słowem totalnie uzdrowionym. Zaprawdę powiadam wam, jedyne, z czego ci magicy was leczą, to wasze pieniądze. I nawet jeśli przyjąć za prawdziwe owo stwierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają… To jeśli ktoś wyleczył cię z czegoś, co szczęścia nie daje… Czy to znaczy, że od teraz ogarnie cię błogostan..? A może teraz twoje „nieszczęście” spadnie na tego cudotwórcę? W końcu wszyscy wiemy, że karma wraca. Tyle pytań i żadnej odpowiedzi… Jedno jest pewne: nawet jeśli masz farta i taki rzezimieszek niczego ci nie uszkodzi, to już niedługo po wyjściu od niego, niedługo po tym, jak wyleczył cię z twoich pieniędzy, twoje dolegliwości wrócą do ciebie. Niczym nie zrażone, cierpliwe, wierne.

I wiecie co? Są ludzie, których to niczego nie uczy. Nie wiem, czy mają za dużo kasy, czy zwyczajnie za mało rozumu, czy… Może taki przykład: Miałem klientkę, która 3, 4 razy w roku jeździła do Polski, do kręgarza. Już sam opis jego działania nadaje się na osobną opowieść. Otóż- owej pani polecał położyć się na stole do masażu, włączał nad nią lampy na podczerwień, żeby jej rozgrzały mięśnie, szedł w tym czasie powyginać kości komuś, kto już leżał rozgrzany na drugim stole, wpuszczał tam następną osobę, której kazał położyć się na stole, pod lampami, wracał do owej pierwszej pani, wyłączał lampy, chwilę ją powyginał, leczył z pieniędzy i… Do następnego razu! Ta miła pani była u mnie tylko raz. Nie dogadaliśmy się, nie zaiskrzyło, nie było chemii między nami. Chciała, żebym robił jej to samo. Ona mnie nauczy… Bo jej to zawsze pomagało. Bo zawsze, przez jakieś dwa tygodnie, było jej potem lepiej. „I nie dało to pani do myślenia?”, zapytałem. Przez dwa tygodnie, a potem to samo? I tak od kilku lat? Dobra prosperita takich „uzdrowicieli” wskazuje albo na ich genialny marketing, albo na ludzką naiwność. A może na jedno i drugie, albo zupełnie coś innego. Znów te pytania… W każdym razie, mnie cieszy fakt, że wy, umiłowani moi klienci, jesteście w znakomitej większości z innej gliny ulepieni i naprawdę rzadko się zdarza, żeby przyszedł do mnie ktoś, przykładowo połamany przez lumbago i oczekiwał, że za pierwszym razem wyjdzie krokiem tanecznym w rytm Jeruzalemy.

I tutaj dochodzimy do kwestii zwykłej ludzkiej fizjologii i terminów, które ona dyktuje. Bo z „cudami” w kwestii zdrowia jest dokładnie tak, jak z marzeniami. Trzeba na nie ciężko zapracować. Każdy uraz, czy to nagły, czy wypracowany przez dłuższy czas, choćby w pracy, dotyczy jakiejś konkretnej tkanki, komórek, z której jest ona zbudowana. A owe komórki mają określony czas życia, podziału, regeneracji i żadna jednorazowa terapia nie zmieni twardych, biologicznych reguł. (Skoro ciąża trwa 9 miesięcy, to przecież nie pójdziecie na masaż brzucha, żeby sobie to skrócić do pięciu, bo już wam się nudzą te ogórki kiszone z dżemem.)

Trochę konkretów:

  1. Najszybciej regeneruje się tkanka nerwowa. Można śmiało powiedzieć, że czas potrzebny na regenerację to dwa tygodnie od czasu wystąpienia kontuzji. Nerw potrafi się regenerować nawet z prędkością 3 milimetrów na dobę, co jest absolutnym rekordem w ciele człowieka. Ale, ale… Długość niektórych włókien nerwowych dorównuje wzrostowi ich posiadacza…
  2. Następna w kolejności jest tkanka mięśniowa, która do naprawy potrzebuje już 4 do 6 tygodni. Tak więc przy naderwaniu, przeciążeniu, urazie mechanicznym mięśni, terapia będzie powodowała zmniejszenie bólu i ukierunkuje procesy naprawcze, ale i tak te 4 do 6 tygodni są konieczne do regeneracji i powrotu mięśnia do zdrowia.
  3. Również 4 do 6 tygodni potrzebuje złamana kość do tego, żeby się zrosnąć. To już się wydaje lepiej „przyjmowalne” tak na chłopski rozum. Nikt przecież nie zdejmie sobie po tygodniu gipsu z nogi i nie będzie sprawdzać, czy przypadkiem nie da się już na niej stanąć. Komórki w miejscu złamania muszą się namnożyć, umrzeć, te nowe muszą dojrzeć do swoich funkcji. To jest zwyczajny, fizjologiczny cykl, dotyczący każdej tkanki.
  4. Regeneracja więzadła, ścięgna, łąkotki, czy stożka rotatorów to już co najmniej 8 tygodni. Wynika to z faktu, że te tkanki nie są odżywiane bezpośrednio przez krew. I nie jest to 8 tygodni leżenia na kanapie i tycia, lecz ukierunkowanej terapii i ćwiczeń.
  5. Problemy z chrząstką, czyli dla przykładu uraz rzepki, skręcenie kostki, ból w stawie szczękowo- żuchwowym, wymagają do regeneracji już 8 do 12 tygodni aktywnej regeneracji.
  6. Najczęstsza dolegliwość, z którą do mnie trafiacie, czyli problemy z dyskami międzykręgowymi, wymaga co najmniej 12 tygodni do rozwiązania problemu. Inaczej mówiąc- trzech miesięcy aktywnej pracy. Rozciągania, mobilizacji, uciskania, dekompresji, nawadniania.

Wiadomość, która z tego wszystkiego wynika jest taka, że nieprawdą jest zarówno stwierdzenie jakiegokolwiek szamana, czy innego terapeuty, iż wystarczy jedna wizyta i będzie ok, jak i często powtarzane przez lekarzy stwierdzenie, że trzeba się przyzwyczaić do bólu, no, ewentualnie operację zrobić. Nawet po operacji, zresztą, potrzebna jest odpowiednia terapia, odpowiedni proces, który doprowadzi do odbudowy zdrowych struktur.

Człowiek i jego zdrowie to nie jest przedmiot, a ciągle trwający proces. I tutaj dochodzimy do dobrej wiadomości. Czegoś, co ustawicznie powtarzam moim klientom – im więcej zrobisz dla samego siebie, tym lepsze i trwalsze będą efekty. Oczywiście, wymaga to pewnego wysiłku. Ale bez dramatyzowania – te kilka minut ukierunkowanych ćwiczeń dziennie to nie katorga na Sybirze. Wszyscy dobrze wiemy, że największym kłopotem jest pokonanie siły bezwładu, przyciągającej dupę do kanapy. Wiemy też o tym, że rzeczy, w które trzeba włożyć wysiłek, cenimy najbardziej. A najbardziej cenimy zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *